sobota, 15 lutego 2014

To samo, to samo, to samo...

W chwili gdy to zaczynam pisać jest późna noc. Grzeczne dzieci już śpią. A ja nie mogę. Boli mnie ząb i będę musiał pójść do dentysty. A cholernie się tych ludzi boję, od małego. Tak samo jak igieł i wysokości. Serio, to są moje największe w życiu lęki. No to co mogę robić? Kurde, znów katuję tę samą muzę...

Nie wiem czy też tak macie, że wałkujecie przez rok (albo i dłużej) ten sam album i ciągle przeszywa Was ta sama ekscytacja, te same ciarki przechodzą gdy oczekujecie znajomego dźwięku, akordu, frazy. Albo tego jednego fragmentu tekstu idealnie obrazującego stan,w którym się właśnie znajdujecie. Jak wielka siła drzemie w tych wszystkich drobnostkach, które wyrażają to, co inni ujęli by w tysiącach słów. Ci artyści to potrafią... A czasem nagrają o tym samym temacie cały album. Taka miłość na przykład, skoro już były wczoraj te walentynki, to niech będzie to. Wszyscy lubimy słuchać tzw. love songów, o wielkości uczucia jaką osoba darzy drugą. Czasem ta miłość jest obliczona na komercyjny sukces i listy przebojów. Choć nie mogę zaprzeczyć, część z nich na pewno została napisana zupełnie szczerze. A niektórzy jakby posłuchali takiego Nine Inch Nails "The Downward Spiral" to dopiero by zobaczyli jaka ta miłość potrafi być. I do czego potrafi człowieka doprowadzić. Album, który znam od deski do deski a i tak znajdę w nim coś nowego, muzycznie zwłaszcza. Zawsze gdzieś przede mną schowa się ten jeden dźwięk albo pętla, która dopadnie mnie przy n-tym odsłuchu i zaskoczy. I ciarki.

Albo po raz kolejny odpalam sobie Blindead z przegenialnym albumem "Affliction XXIX II MXMVI". I odpływam. Temat niezwykle ciężki. Choroby psychiczne były częstym tematem w sztuce, chętnie były też eksplorowane przez artystów, nie tylko muzyków. Tutaj pojawia się autyzm. Pewnie nie oni pierwsi i nie ostatni, ale nikt do tej pory nie przełożył tego tematu, ciężaru tego zagadnienia na momentami klaustrofobiczne, czasem bardzo przestrzenne dźwięki. I zawsze, za każdym razem dopadnie mnie jakaś niespodzianka. "Ej, tego dźwięku tu nie było" myślę sobie. "Znowu to słyszę" mówię w myślach sam do siebie. I myśląc, że znów wracam do tego albumu jak do starego przyjaciela, którego doskonale znam, on mnie znów potrafi czymś zaskoczyć.

Nie wiem, czy słucham tę muzykę tak nieuważnie. A może skupiam się zawsze na niektórych riffach, które mnie porywają i myśląc o nich na resztę nie zwracam uwagi. Albo czasem tyle tego jest, takie bogactwo w aranżacjach, że gubię się w tym wszystkim. Znam takich, którzy potrafią słuchać w kółko jednej piosenki, do znudzenia, nie tykając reszty albumu. Niektórzy są tacy, że po iluś przesłuchaniach mają dość piosenki czy albumu. A ja, jak głupek, w kółko potrafię słuchać tego samego. Bo się odczepić nie umie. Jasne, słucham też nowości, całkiem sporo nawet, choć nie tyle ile bym chciał. Ale i podróż w stare, dobrze znane rejony potrafi być równie ekscytująca. Trzeba tylko dobrze obserwować i nasłuchiwać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz