poniedziałek, 9 grudnia 2013

Było fajne, a teraz...

Niedawno szperając po informacjach muzycznych natrafić można było na taki news: Eska Rock schodzi z fal radiowych ustępując miejsca innej rozgłośni (odbierać ją analogowo można obecnie jedynie w Warszawie), działać natomiast będzie wyłącznie internetowo. Zdziwienie długo nie schodziło z mojej gęby. Stacja, która miała duże grono odbiorców, a co za tym idzie sporo słuchalność, kilka osobowości radiowych (Wojewódzki, Szulim, swojego czasu Figurski), nawet interesującą ofertę programową schodzi niejako do podziemia. Obok radia Roxy FM najbardziej stawiająca na mainstream muzyki rockowej będzie dzielić los niszowych rozgłośni grających muzykę nie tak popularną jak wyżej wymienione. Nie jestem oddanym fanem Eski Rock i nim nigdy nie byłem. Czasami stacja ta działała mi na nerwy puszczając jedynie to, co w muzyce gitarowej było na topie ostatnio, ewentualnie puszczała kapele „kultowe” , które słucha się bo wstyd nie znać. Po prostu, nie do końca moja bajka, choć oczywiście parę razy zdarzało mi się słuchać, zwłaszcza materiały publicystyczne. I te właśnie czynniki, dobry odbiór, duże zaplecze słuchaczy (wystarczy spojrzeć na ich fanpage na Facebooku) i w końcu muzyka (nie)popularna zdawały się dawać pewność, że stacja ta będzie dalej możliwa do odbioru bez użycia Internetu. A tu bum, taka informacja. „Względy biznesowe” mówi właściciel stacji. Serio? Tak słabo się wiodło? Nie daję wiary.

Pół biedy, że Eska Rock nadal może jednak działać tak jak działała, nadając muzę taką jaką grała. Tyle że w necie, wśród niszy. I tak jest to lepszy los niż niegdyś naprawdę świetny 4Fun TV czy do niedawna rewelacyjny Rebel.tv. Pamiętam, jak gówniarzem gimnazjalnym byłem, że w środku dnia można było na tej pierwszej stacji zobaczyć nowy teledysk Frontside, Vadera czy Behemotha. Albo leciał rap, dobry polski, z podziemia taki. Dzięki tej stacji naprawdę ten gatunek polubiłem, bo było to coś innego niż wtedy lansowały większe wówczas stacje – żadnego kojarzenia z HWDP czy innym osiedlowo-życiowo-balangowo-nijakim raportem z własnej głowy. Albo pasma typowo rozrywkowe – niezapomniana Parszywa 13 (pamiętni goście tacy jak Proceente czy Tede, który wykonał „Glock” z metalowcami z tego programu) czy GIT Produkcje. Kto nie kojarzył wtedy tej stacji z Pieskiem Leszkiem czy Generałem Italią? Późnym wieczorem wiadomo, jeszcze ostrzejsza muza , bardziej wyszukana przeplatana z jakimiś totalnymi czilałtowymi brzmieniami czy bujającym reggae. Chciało się oglądać! I nagle, pewnego dnia, bum. Grana jest muzyka do tańca, do wódki, do imprezy. To, co jest popularne i łatwe do sprzedania.

No ale dobra, w tym momencie zaczęło rodzić się Rebel.tv (obecnie zdaje się RBL. TV), fajne programy, codziennie inne pasma wieczorne – z ciężkimi kawałkami, z elektroniką (tą fajną, ambitną), rapem, reggae itd. Sporo audycji z wywiadami, reportażami, relacjami, rockowe listy przebojów i cokolwiek co sobie można wymyślić. Leciał rockowy mainstream i nisza. Proporcje były wyważone, też kilka znanych twarzy wśród prezenterów (Pezet, Piotr Metz, Sokół) i co ważne – pomysł. Ostatnio włączam w TV żeby zobaczyć co się tam dzieje. Lecą hity z imprez i tym podobne. Załamka. Co się dzieje? Hajs się nie zgadzał? Mogę jedynie załamać ręce.

Ale wiecie co? Na pocieszenie taka myśl – na tych stacjach przynajmniej jeszcze jakaś muzyka leci. Nie dzielą smutnego losu MTV, na którym lecą randki w ciemno, ciężarne nastolatki i wygłupy celebrytów. Szkoda tylko ,że nadal jest to marne pocieszenie… 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz