Niedawno szperając po informacjach muzycznych natrafić można
było na taki news: Eska Rock schodzi z fal radiowych ustępując miejsca innej
rozgłośni (odbierać ją analogowo można obecnie jedynie w Warszawie), działać
natomiast będzie wyłącznie internetowo. Zdziwienie długo nie schodziło z mojej
gęby. Stacja, która miała duże grono odbiorców, a co za tym idzie sporo
słuchalność, kilka osobowości radiowych (Wojewódzki, Szulim, swojego czasu
Figurski), nawet interesującą ofertę programową schodzi niejako do podziemia.
Obok radia Roxy FM najbardziej stawiająca na mainstream muzyki rockowej będzie
dzielić los niszowych rozgłośni grających muzykę nie tak popularną jak wyżej
wymienione. Nie jestem oddanym fanem Eski Rock i nim nigdy nie byłem. Czasami
stacja ta działała mi na nerwy puszczając jedynie to, co w muzyce gitarowej
było na topie ostatnio, ewentualnie puszczała kapele „kultowe” , które słucha
się bo wstyd nie znać. Po prostu, nie do końca moja bajka, choć oczywiście parę
razy zdarzało mi się słuchać, zwłaszcza materiały publicystyczne. I te właśnie
czynniki, dobry odbiór, duże zaplecze słuchaczy (wystarczy spojrzeć na ich
fanpage na Facebooku) i w końcu muzyka (nie)popularna zdawały się dawać
pewność, że stacja ta będzie dalej możliwa do odbioru bez użycia Internetu. A
tu bum, taka informacja. „Względy biznesowe” mówi właściciel stacji. Serio? Tak
słabo się wiodło? Nie daję wiary.
Pół biedy, że Eska Rock nadal może jednak działać tak jak
działała, nadając muzę taką jaką grała. Tyle że w necie, wśród niszy. I tak
jest to lepszy los niż niegdyś naprawdę świetny 4Fun TV czy do niedawna
rewelacyjny Rebel.tv. Pamiętam, jak gówniarzem gimnazjalnym byłem, że w środku
dnia można było na tej pierwszej stacji zobaczyć nowy teledysk Frontside,
Vadera czy Behemotha. Albo leciał rap, dobry polski, z podziemia taki. Dzięki
tej stacji naprawdę ten gatunek polubiłem, bo było to coś innego niż wtedy
lansowały większe wówczas stacje – żadnego kojarzenia z HWDP czy innym
osiedlowo-życiowo-balangowo-nijakim raportem z własnej głowy. Albo pasma typowo
rozrywkowe – niezapomniana Parszywa 13 (pamiętni goście tacy jak Proceente czy
Tede, który wykonał „Glock” z metalowcami z tego programu) czy GIT Produkcje.
Kto nie kojarzył wtedy tej stacji z Pieskiem Leszkiem czy Generałem Italią?
Późnym wieczorem wiadomo, jeszcze ostrzejsza muza , bardziej wyszukana
przeplatana z jakimiś totalnymi czilałtowymi brzmieniami czy bujającym reggae.
Chciało się oglądać! I nagle, pewnego dnia, bum. Grana jest muzyka do tańca, do
wódki, do imprezy. To, co jest popularne i łatwe do sprzedania.
No ale dobra, w tym momencie zaczęło rodzić się Rebel.tv
(obecnie zdaje się RBL. TV), fajne programy, codziennie inne pasma wieczorne –
z ciężkimi kawałkami, z elektroniką (tą fajną, ambitną), rapem, reggae itd.
Sporo audycji z wywiadami, reportażami, relacjami, rockowe listy przebojów i
cokolwiek co sobie można wymyślić. Leciał rockowy mainstream i nisza. Proporcje
były wyważone, też kilka znanych twarzy wśród prezenterów (Pezet, Piotr Metz,
Sokół) i co ważne – pomysł. Ostatnio włączam w TV żeby zobaczyć co się tam
dzieje. Lecą hity z imprez i tym podobne. Załamka. Co się dzieje? Hajs się nie
zgadzał? Mogę jedynie załamać ręce.
Ale wiecie co? Na pocieszenie taka myśl – na tych stacjach
przynajmniej jeszcze jakaś muzyka leci. Nie dzielą smutnego losu MTV, na którym
lecą randki w ciemno, ciężarne nastolatki i wygłupy celebrytów. Szkoda tylko
,że nadal jest to marne pocieszenie…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz